Wyścig Kolarski "Mazovia Masters" Baboszewo koło Płońska 2012
Wtorek, 1 maja 2012
· Komentarze(5)
Dzień zaczął się od pobudki o 5:45. W plecaku śniadanie i inne gadżety. Pędzę 23km by dołączyć do ekipy OCT jadącej na pierwszy w mojej historii "wyścigowej" wyścig szosowy z cyklu "Mazovia Masters" w Baboszewie koło Płońska. Jadąc nie wiedziałem czego się spodziewać. Po ogólnym zamieszaniu startujemy. Tradycyjnie przesypiam start i znajduję się w drugiej grupie która jak się potem okazuje goni liczniejszą pierwszą grupę. Niestety przekonuję się że na płaskiej trasie liczniejsza grupa ma większy pęd i nie daje się dogonić. Mimo to mam niesamowitą radochę z jazdy. Zmiany i jazda w takiej grupie daje niesamowitą satysfakcję. Po dwóch rundach po 21km ma być finisz, więc jest - wszyscy jadą w trupa. Jednak za chwilę dziewczyny jadące z nami krzyczą że jeszcze jedne kółko zostało...
Doganiam dziewczę z rudym warkoczem jadącą na takim samym rowerze co ja i zapraszam na koło by dogonić kolejną parę będącą w zasięgu wzroku. Gdy rudowłose dziewczę dochodzi do siebie, dochodzimy grupkę przed nami i ciągnę cały pociąg przez kolejne 15km aż do mety.
Na mecie ogólne zamieszanie, wjechaliśmy chyba niezauważeni bo na trasie rozgrzewali się zawodnicy do kolejnego wyścigu... I tu taki lekkie rozczarowanie bo płacąc w końcu jakąś kasę za start jestem świadkiem kompletnego rozpierniczu i totalnej zlewki przez organizatorów. Wyniki ukazały się na stronie za trzy dni ale tu jeszcze większa porażka. Są jakieś miejsca ale bez podanego czasu. Zawodnicy z mojej drużyny którzy wiem że przyjechali przede mną są sklasyfikowani na odległych miejscach za mną. Pomijam fakt że po otrzymaniu numerów nie było je czym przypiąć bo nie było agrafek ani możliwości ich kupna to jeszcze na końcu słyszę że trzeba je zdać do biura. Także za 60zł startowego organizator zafundował zrobienie trzech kółek dookoła Baboszewa i talerz makaronu. Odniosłem wrażenie że naszym kosztem zafundował sobie organizację wyścigu zawodowców.
Mimo wszystko posmakowałem ścigania na szosie. I gdyby tylko coś takiego organizował zespół Mazovii lub PB to byłby wyścig na wysokim poziomie na który chętniej bym jeździł niż na MTB.
Kilka zdjęć ze startu wyścigu 24 Międzynarodowy Wyścig Kolarski memoriał Andrzeja Trochanowskiego sponsorowany przez uczestników wyścigu dla amatorów :)





Doganiam dziewczę z rudym warkoczem jadącą na takim samym rowerze co ja i zapraszam na koło by dogonić kolejną parę będącą w zasięgu wzroku. Gdy rudowłose dziewczę dochodzi do siebie, dochodzimy grupkę przed nami i ciągnę cały pociąg przez kolejne 15km aż do mety.
Na mecie ogólne zamieszanie, wjechaliśmy chyba niezauważeni bo na trasie rozgrzewali się zawodnicy do kolejnego wyścigu... I tu taki lekkie rozczarowanie bo płacąc w końcu jakąś kasę za start jestem świadkiem kompletnego rozpierniczu i totalnej zlewki przez organizatorów. Wyniki ukazały się na stronie za trzy dni ale tu jeszcze większa porażka. Są jakieś miejsca ale bez podanego czasu. Zawodnicy z mojej drużyny którzy wiem że przyjechali przede mną są sklasyfikowani na odległych miejscach za mną. Pomijam fakt że po otrzymaniu numerów nie było je czym przypiąć bo nie było agrafek ani możliwości ich kupna to jeszcze na końcu słyszę że trzeba je zdać do biura. Także za 60zł startowego organizator zafundował zrobienie trzech kółek dookoła Baboszewa i talerz makaronu. Odniosłem wrażenie że naszym kosztem zafundował sobie organizację wyścigu zawodowców.
Mimo wszystko posmakowałem ścigania na szosie. I gdyby tylko coś takiego organizował zespół Mazovii lub PB to byłby wyścig na wysokim poziomie na który chętniej bym jeździł niż na MTB.
Kilka zdjęć ze startu wyścigu 24 Międzynarodowy Wyścig Kolarski memoriał Andrzeja Trochanowskiego sponsorowany przez uczestników wyścigu dla amatorów :)












