Cztery lata minęły od ostatniego wpisu. Wtedy intensywnie startowałem w maratonach MTB na swoim 26" rowerze. Powoli coraz popularniejsze stały się duże, 29" koła ... Powoli odczuwałem że ze swoim rowerem o geometrii zupełnie nie nadającej się na wyścigi dużo tracę i mimo mocnych treningów dużo nie zdziałam... Odczuwałem coraz bardziej ból pleców, przetrenowane nogi i tak postanowiłem odpocząć od roweru... Jeździłem oczywiście dalej ale czysto rekreacyjnie. Niestety gdy nie mam celu ( zawody itp) zaniedbujemy dietę, wyjścia na rower nie są regularne. W między czasie trenowałem na siłowni. W roku 2019 skompletowałem trochę sprzętu w domu ( drążek, poręcz, kettle ) co na wiosnę 2020 roku gdy wybuchła "epidemia" przydało się jak nigdy dotąd. Rok 2020 był to tez czas gdy postanowiłem wrócić na trasy maratonów. Pierwszy start zaplanowałem we wrześniu w Giżycku. Świetny cykl Milko MTB Mazury MTB. Jeszcze na swoim 26 " rumaku pojechałem dzień wcześniej żeby rano wyspany, pełny sił spróbować swoich sił. Jednak gdy objeżdżałem trasę, niefortunnie przeleciałem przez kierownicę uszkadzając sobie nadgarstek. Rano byłem już pewny że jedynie co mogę zrobić to pokibicować na starcie. Dopiero 3 i 24 października zaliczyłem dwa etapy Poland BIke Marathon w Wyszkowie a później w Wawrze... Wynikami nie ma co się chwalić. Pierwszy pojechałem w wysokiej gorączce i bólem brzucha, drugi trochę lepiej ale od 20km dopadła mnie taka "bomba" że ledwo dojechałem. Przekonałem się też że 26" rowerem mogę sobie jedynie poszaleć na ostatnim sektorze. Niestety wielkość kół ma znaczenie.
Od kilku lat odkładałem na swój wymarzony 29" rower. Biłem się z myślami czy ma to być rower typowo mtb czy może gravel... Jednak kolega Piotrek zaproponował mi kupno w sklepie w którym pracuje, nowego Gianta XTC SLR. Kolor i niska waga sprawił że długo się nie zastanawiałem. Wizualnie bardzo mi się spodobał, dodatkowo sztywne osie, niska waga zadecydowały o kupnie. I tak oto rozpoczyna się na nowo w wieku 44 lat, moja przygoda i kontynuacja tego bloga.
Po roku przerwy wypadałoby coś napisać. Dzisiaj chciałbym z premedytacją zareklamować ciekawy uchwyt dla posiadaczy liczników Garmin i kamer GoPro. Uchwyt kupiłem za grosze od dobrego znajomego http://allegro.pl/listing/user/listing.php?us_id=2... . Do tej pory mocowałem za pomocą oryginalnych uchwytów licznik na mostku przez co wzrok nie padał bezpośrednio na licznik, odczuwalne to było na szosówce ale też na mtb podczas wyścigów, gdzie trzeba było mocno skupić się aby skierować wzrok na licznik i odczytać dane. Tutaj mamy nie dość że bardzo mocne i pewne trzymanie licznika to wzrok pada bezpośrednio na odczyt danych. W drugim modelu dodatkowo jest mocowanie do kamerki gopro.
Sezon rowerowy trwa dopóki pogoda na to pozwala. Obecnie wszedłem w okres przygotowań do nowego sezonu. Wróciłem dość wcześnie na siłownię. Taki powrót jest bardzo przyjemny i daje mnóstwo motywacji. Co mogę powiedzieć o minionym sezonie. Był bardzo udany. Startowałem w 25 imprezach. Były to głównie wyścigi MTB oraz jedna jazda na czas rowerem szosowym. Sprzęt nie zawiódł. Pomimo dwóch złapanych gum za każdym razem dowoził mnie na metę. W zasadzie jedna niegroźna kraksa. W połowie sezonu miałem zapalenie ścięgna pod kolanem co przez kilka wyścigów mocno odczuwałem. Osiem razy stawałem na podium w swojej kategorii wiekowej. Klasyfikację generalną Maratonów Kresowych ukończyłem na 3 miejscu w kategorii i 13 miejscu Open. Dystans półmaratonu bardzo podniósł swój poziom i bez porządnie przepracowanej zimie nie ma co marzyć o lepszych miejscach. Jakie plany na przyszły sezon ? Rower zostaje ten sam, mimo chęci zmiany na koła 29" lub przynajmniej 27,5". Finanse na to nie pozwalają a podobno jak się nie ma pod nogą to i rower nie pomoże :) Zastanawiałem się o zmianie dystansu na jakim będę startować ale analizując moje predyspozycje zostanę na krótkich półmaratonach. Długie dystanse będę traktował treningowo. Na koniec podsumowania chciałbym podziękować w pierwszej kolejności Bogu, za siłę, zdrowie, motywację i obecność w moim życiu. Rodzinie, mojej żonie Kasi i synowi Hubertowi, za to że znosili moje humory, motywowali mnie i wiernie kibicowali na mecie. Pomagali dokonywać dobrych wyborów i nadawali sens moim treningom i startom w zawodach. Na koniec podziękowania należą się mojej drużynie Blu Cersanit Team Refleks za stworzenie idealnych warunków startowych w sezonie. Świetna organizacja, towarzystwo i zaangażowanie prezesa stworzyło idealne warunki do startów i treningów. Dużo podziękowania należą się także Panu Markowi Skowrońskiemu ze sklepu Muscle Shop, za najlepsze ceny suplementów tak potrzebnych do regeneracji po treningach i zawodach.
Z tym rokiem kończy się moja umowa z drużyną Blu Cersanit Team Refleks. Na przyszły sezon wraz z całą częścią drużyny z Łomży i Ostrołęki zostajemy bez drużyny ale pewnie nie raz wystartujemy w Maratonach Kresowych.
Sobota 27 września Mielnik. To ostatni wyścig z serii Maratonów Kresowych i jeszcze walka o generalkę w swojej kategorii. W Mielniku byłem po raz pierwszy. Widząc piękny podjazd na starcie zapowiadała się świetna trasa. Złapana guma w Sejnach spowodowała że musiałem walczyć do końca by utrzymać podium w klasyfikacji generalnej. Wyścig w Supraślu to już znaczny spadek formy. Trasa 31km, o mały włos spóźniliśmy się z Bartoszem na start. Wracając z rozgrzewki przeoczyliśmy zakręt i wyjechaliśmy prawie na koniec miasta. Szybki powrót i w momencie jak dojechaliśmy wszyscy już stali w sektorach. Musiałem skoczyć do samochodu by zostawić bluzę i bidon. Także start polegał na ciągłej gonitwie czołówki. Było non stop pod górę więc szedłem praktycznie w trupa by zbliżyć się jak najbardziej do czołówki. Gdy już doszedłem do siebie prawie połowę wyścigu jechałem z Krzyśkiem i Pawłem jadąc po mocnych zmianach do samej mety. Na metę dojechałem na 18 miejscu i 6 w kategorii. Potem było już tylko długie oczekiwanie do dekoracji. Naprawdę do końca nie widziałem czy utrzymałem trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej. Cały czas czułem oddech Tomka, który z wyścigu na wyścig jechał coraz lepiej. Pierwszy raz zaliczyłem klasyfikację generalną i miejsce na podium. Piękne zakończenie sezonu i chęć walki w następnym sezonie. Teraz już wiem że poziom bardzo będzie wysoki i trzeba solidnie przepracować zimę.
W niedzielę niecałą godzinę od Łomży organizowany był wyścig z cyklu PolandBike. Blisko, piękna pogoda i w planach start na długim dystansie. Miało być 45km ale dzień przed wyścigiem organizatorzy dołożyli jeszcze 10km gratis ;) Głupio zmieniać zdanie więc pojechałem dystans MAX. Mielnik kosztował mnie dużo wysiłku i bałem się czy wystarczy sił. Tempo było mocne, wyścig szybki i płaski. Tradycyjnie jak to w PolandBik-u trasa poprowadzona po łąkach i dołach które niemalże zatrzymywały w miejscu. Praktycznie sił wystarczyło do 42km, potem zaczęła się walka o przetrwanie. Chęć walki była ogromna ale fizycznie nogi odmawiały posłuszeństwa. W momencie jak doszli mnie zawodnicy których bez problemu urwałem wcześniej zacząłem poważnie wątpić jak to się wszystko zakończy ;) Na metę dojechałem na 47 miejscu i 21 w swojej kategorii. Wynik najlepszy ze wszystkich moich startów na Mazovii czy PB na długim dystansie. Progres jest ale już nigdy nie pojadę dwóch wyścigów pod rząd ;)
Na koniec dodam coś odnośnie sprzętu. Ostatnio zaliczyłem dwa przebicia tylnej opony. Pierwszy raz poddał się Racing King 2.2 ostatnio po zmianie na system bezdętkowy, również złapany kapeć. Wróciłem do sprawdzonych opony dętkowych Geax Mezcal 2,1. Opony bardzo wytrzymałe na przebicia, lekkie i przy umiejętnej jeździe idą w każdych warunkach. Tym razem również mnie nie zawiodły.
Po dwóch latach zdecydowałem się pojechać najdłuższy dystans w cyklu PolandBike Marathon. Dystans 64km w Konstancinie-Jeziorna. Trasa raczej płaska, ale z częstymi zamianami kierunku jazdy i wszystkimi rodzajami podłoża. Do wyścigu przystąpiłem nareszcie wypoczęty. Pogoda piękna i cel: przejechać maraton na pozycji w pierwszej 30-tce. Start spokojny, bez dużego pośpiechu, jak to ma miejsce na krótkim dystansie. Powoli przesuwałem się do przodu, noga dobrze kręciła. Do rozjazdu jechałem w większej grupie, po rozjeździe na 17km zostało nas tylko dwóch ;) Powoli dochodziliśmy kolejnych zawodników i czułem że będzie dobrze. Koło 20km poczułem że tylna opona ma mniej powietrza, czułem to zwłaszcza na asfalcie. Miałem nadzieję że mleczko zadziałało i że bez problemu dojadę do mety. 30km i sytuacja którą już znałem z Sejn. Tylne koło zaczyna tańczyć i czuję że dobijam obręczą do podłoża. Nie wierzyłem że to się dzieje, drugi raz w ciągu miesiąca. Zatrzymuję się, próbuję dopompować ale mam wrażenie że powietrze schodzi w kilku miejscach i najgorzej że przy samej obręczy. Uszczelniacz nie działa, wentylek się rozkręcił - decyzja zakładam zwykłą dętkę. Po wymianie gonią kogo się da. Mam jeszcze sporo kilometrów przed sobą i w końcu przyjeżdżam na 85 pozycji OPEN i 35 w swojej kategorii. Widząc ostateczny wynik jest on i tak lepszy niż sprzed dwóch lat. To bardzo cieszy. Licznik Garmin pokazuje czas jazdy który dałby mi miejsce 37. To świetny wynik i pewnie jeszcze raz na zakończenie sezonu przejadę długi dystans :) Cały czas miałem uprzedzenie do "mleczka" i systemu bezdętkowego. Może i działa na małe przebicia ale w moim przypadku niestety nie zadziałało. Czasu straciłem jeszcze więcej niż miałbym od początku zmienić dętkę. Także finałowy wyścig w Mielniku jadę na zwykłej dętce i wracam do opony Geax Mezcal, przynajmniej z tyłu.
Trening na twardym przełożeniu. Trasa prosta, szeroka do Szumowa i z powrotem z rozjazdem po okolicznych polach prowadzący do domu.
Z ciekawostek chciałbym co nieco napisać o suplementach które mogę polecić. Wiem że nie chętnie patrzy się na izotoniki kupowane w sklepie, dużo osób woli zwykłą wodę lub wodę z miodem i cytryną. Ja osobiście używam izotonika firmy Olimp który jest w postaci proszku. Rozrabia się określoną ilość z wodą i gotowe. Oprócz dostarczania organizmowi elektrolitów niestety dostarcza też węglowodanów prostych. Jest jednak alternatywa. To koncentrat w płynie firmy MR BIG. Co go wyróżnia ? Bardzo niska zawartość cukru. Można śmiało go pić nawet w dni nietreningowe. Zalecany jest dla osób którym zależy na obniżeniu wagi a jednoczesnym dostarczeniu organizmowi wszelkich niezbędnych minerałów i witamin podczas wysiłku. Koncentrat jest bardzo wydajny. Pozwala uzyskać około 80l napoju izotonicznego.
Wczoraj odkryłem świetny przepis na kolację lub dowolny posiłek w ciągu dnia. Zostało trochę ryżu i już miałem dodać odrobinę dżemu co na kolację nie jest najlepszym wyjściem. Niedawno kupiłem kazeinę. Suplement ten stosują przeważnie kulturyści jako dawka białka przed snem. Wolno się trawi, nie powoduje gwałtownego wyrzutu insuliny, co nie prowadzi do odkładania się nadwyżki w postaci tkanki tłuszczowej... Po rozrobieniu porcji ma ona konsystencję budyniu. Także taką porcję zmieszałem z ryżem, dodałem kilka rodzynek i posiłek niesamowity. Smaczny i bardzo pożywny.
Sezon wyścigów powoli zbliża się do finału. Pod koniec roku zrobię pewnie jakieś zestawienie ale teraz widzę że jest to najlepszy jak do tej pory sezon. Dużą pomocą okazało się dla mnie wsparcie drużyny Blu Cersanit Team Refleks. Moim jedynym zmartwieniem są treningi i wyniki o nic więcej nie muszę się martwić. Na początku roku zaplanowałem sobie roczny przebieg km ale przy częstych startach jest to rzeczą drugorzędną, najbardziej liczy się jakość treningów ich intensywność i regeneracja. Mam trochę problemów z utrzymaniem wagi, tzn jakieś stare nawyki żywieniowe powodują kilkudniowy wzrost wagi, potem trzeba ją zbijać i tak się to wszystko waha między 82 a 84kg. Idealna byłaby waga 79kg ale jestem dobrej myśli i jest to do osiągnięcia.
Planując kalendarz startów, chciałem odpuścić Michałowo. Dzień wcześniej miałem wykonywać zlecenie niedaleko stolicy i powrót do domu o 3 w nocy skutecznie mnie do tego zniechęcało. No więc wróciłem do domu o 3 nad ranem z obolałymi nogami. Cztery godziny snu budząc się co godzina nie dały dużo odpoczynku. Wyjazd o 8:30 i punktualnie o dziesiątej rozpoczęliśmy przygotowania do startu. Upał 30 stopni zapowiadał piekielny wyścig. Chłopaki, Piotr i Bartosz, ustawili się w pierwszym rzędzie, ja gdzieś pod koniec sektora, jednak długi asfaltowy odcinek na wstępie dał mi możliwość dojechania do czołówki. Wjazd w las i ogień. Czułem że mi serce wyskoczy, upał, nieprzespana noc dawały się we znaki. Cały czas tętno powyżej 170 nie wróżyło dobrze. Każde wyjście na czoło grupy powodowało że momentalnie traciłem siły. W połowie dystansu miałem ochotę spakować zabawki i wracać do domu:) Wiedziałem że po pierwszych 30 minutach zawsze się rozkręcam i podobnie było teraz. Nogi, które na początku były jak z ołowiu teraz zaczęły powoli wchodzić w swój rytm. Zdziwiłem się dość dużą ilością piasku, bardziej spodziewałem się wyczerpujących podjazdów. Przez cały czas jechaliśmy w znanej sobie 10-15 osobowej grupie. Pogoda mimo upału była bardzo dobra, lekki wiatr, przyjemny chłód dawała trasa poprowadzona w 90% przez las. Świetnym pomysłem było ustawienie wodnej kurtyny przez strażaków w połowie dystansu. Najbardziej zadowolony byłem z niezawodności sprzętu i w końcu sprawnej nogi. Zapalenie ścięgna już chyba zostało wyleczone bo nie odczuwałem żadnego bólu. Mimo to uważałem by znów go nie przeciążać i na podjazdach często wstawałem z siodełka by większą siłę przykładać na pchanie nogą niż ciągnięcie do góry. Tutaj przydały się treningi na szosie gdy taką techniką wjeżdżałem na górki.
Do ostatniego kilometra nie byłem pewny czy powtórzę sukces z Augustowa. Jak wspomniałem, organizm miałem bardzo przemęczony. Widziałem że dwie osoby z mojej kategorii odjechały na początku a w mojej grupie są kolejne dwie które cały czas dawały mocne zmiany. Cały wyścig rozegrał się na ostatnich metrach. Wjechaliśmy na okrążenie zalewu które prowadziło do mety. Tutaj wykrzesałem z siebie wszystko. Tak naprawdę mało co pamiętam z tego finiszu, dopiero na wykresie zobaczyłem że osiągnąłem tętno 181 co jest dla mnie maksymalnym tętnem według wyliczeń różnych tabel. Zaraz po wjeździe na metę udałem się na masaż ;) Po masażu podszedłem do tablicy wyników i nie mogłem uwierzyć co zobaczyłem. OPEN: 13/185 Elita Plus: 2/41 Myślałem że to wyniki z Augustowa ale jednak nie. Niesamowita niespodzianka i miejsce okupione dużym wysiłkiem. Myślę że gdybym odpuścił finisz byłoby na pewno miejsce poza podium. Warto walczyć do samego końca.
Miłość do dwóch kółek praktycznie od dziecka ( wtedy na początku jeszcze 4 kółka). Rower towarzyszy mi przez całe życie. Głównie startuję w maratonach MTB, jednak cały czas jest to dla mnie narzędzie aby utrzymać zdrowie i zresetować umysł o ciężkim dniu.
"Kolarstwo to jedna z najtrudniejszych dyscyplin sportu. Nawet najgorszy kolarz jest wciąż wybitnym sportowcem."