Końcówka sezonu zrobiła mi bardzo miłą niespodziankę. Cały czas zastanawiałem się czy pojechać. W tygodniu lało, w przeddzień lało więc mogłem tylko zaufać Pawłowi z AGR Toshiba jak wygląda trasa w Supraślu. Gdy jednak syn ogłosił że chce jechać, nie mogłem się wyłamać. W sobotę trochę lekkomyślnie zrobiłem dość mocny trening na szosie i tak z bolącymi nogami ( dodatkowo 12 godzin na ślubie z aparatem) pojechaliśmy do Supraśla na kolejną edycję Maratonów Kresowych. Jak to zwykle bywa drużynie się odechciało przyjechać. Na szczęście spotkałem Piotrka i Zenka z którymi często trenujemy w Łomży. I tak w radosnym towarzystwie, po przygotowaniu Huberta, stanęliśmy na linii startu. Cały czas byłem przekonany że stoimy z przodu grupy, jednak jak ruszył dystans Maraton, okazało się że jesteśmy bliżej końca. 3,2,1 ...Start i poszło. Nie wiem skąd wziąłem tyle zaparcia ale postawiłem sobie za cel dogonienie czołówki zanim wjedziemy w teren, który podobno miał dać popalić moim semi-slickom ... Jechałem w trupa, płuca wytrzymywały ale nogi coraz bardziej piekły. Jednak dogoniłem i wyprzedzałem kolejnych zawodników. Gdy dogoniliśmy zawodników z długiego dystansu to wiedziałem że jest dobrze. Trasa niesamowita. Szybkie szutry i wyczerpujące sekcje podjazdów. Cały czas czułem że mam moc pod nogą i tak do samej mety. Jedyna strata jaką poniosłem to zerwane z nosa okulary przez wystającą gałąź. Podobno się znalazły i będą do odebrania w Augustowie. Na metę jechałem samotnie cały czas kontrolując czy nikt mnie nie goni. W razie czego miałem jeszcze dość duży zapas sił by uciec. Pierwsza wiadomość jaką dostałem od Kasi to że jestem szósty. Czekałem na wywieszenie wyników i kolejna radość była taka że jestem drugi w kategorii. Pierwszy raz w tym sezonie na pudle !!! Wyniki: OPEN: 6/217 Kat. Elita Plus: 2/47
Trening na dobicie nóg. Ciężko ale było wspaniale. Piękna pogoda, i wspaniała cisza w lesie. Jutro dzień wolny, regeneracja, basen i nadrabianie zaległości w pracy.
Powoli kompletuję ubiór na chłodniejsze dni. Dzisiaj pochwalę się Wam taką oto czapeczką: Czapeczka idealnie leży na głowie. Ma specjalną wstawkę chroniącą od wiatru ( kolor czerwony), która jednocześnie zachodzi na uszy. Dodatkowo ma fajny twardy daszek co oprócz funkcjonalności, dobrze wygląda. Mam nadzieję że równie dobrze sprawdzi się w praktyce jak temperatura znacząco się obniży.
Piękna pogoda i pięknie wiejący wiatr. Fajnie się złożyło bo i tak planowałem wykonać trening interwałowy w lesie. Miałem obawy bo jeszcze nie czuję się na siłach, dodatkowo pofolgowałem z dietą i wskoczyło zbędne 1,5kg. Zrobiłem tylko trzy okrążenia i do domu. Mam nadzieję że zdążę się przygotować do startu w Supraślu, już w najbliższą niedzielę.
Przy okazji sprawdziłem ustawienie bloków w butach. Ostatnio przesunąłem bloki bardzo do tyłu i nie czułem dobrze pedałowania. W szosie cały czas przy wysiłku duża moc idzie z łydki i tutaj mi tego brakowało. Po zmianie ustawienia wszystko wróciło do normy.
Dzisiejszy wpis to połączenie i zsumowanie treningów na nowej trasie niedaleko Łomży. Uwielbiam treningi na szosie jednak ta trasa ma coś w sobie co daje mi polubić jazdę po lesie a przewyższenia dają ostro popalić moim nogom. Nie ma też problemu z utrzymaniem wagi ciała, która z treningu na trening momentalnie się obniża. Podane dane to zsumowanie 8 sesji treningowych. Dystans: 261km Przewyższenia: 3430 Czas: ponad 10 godzin
Ostatnio z myślą o podręcznym niezbędniku na zawody zakupiłem miniaturowy skuwacz do łańcucha: Wypróbowałem na starym łańcuchu i gwarantuje że mimo rozmiarów 55x45mm on naprawdę bez większych problemów potrafi rozkuć łańcuch. Dodatkowo można w nim schować zapasową spinkę.
Jeśli ktoś tu czasami zaglądał i czytał moje wypociny to pewnie zauważył że od dłuższego czasu nic się tutaj nie działo. Wiem po sobie że blog żyje do puki coś nowego się pojawia, nowości motywują do czytania a także do ruszenia tyłka z kanapy o ile jest to blog-dziennik poświęcony jakieś dziedzinie sportu. Po wielu próbach udało mi się znaleźć sposób na zmianę wyglądu graficznego a to z kolei zachęciło mnie do kontynuowania wpisów. Szkoda że sezon powoli się kończy ale myślę że zostało jeszcze przynajmniej dwa miesiące dobrego kręcenia w przyjemnych okolicznościach przyrody, także nie ma co się załamywać. W tym roku większa część maratonów to edycja Lotto Poland Bike Marathon. Dużo startów opuściłem na początku ale myślę że ostatecznie będę dość wysoko. W tej chwili startuję w drużynie BGŻ KK24h www.kk24h.pl, jednak oprócz tego że punkty idą do drużyny nic się więcej nie zmieniło. W dalszym ciągu moim głównym sponsorem jest moja firma. Nie ukrywam że po cichu liczę że uda mi się znaleźć innych sponsorów lub chociażby drużynę która zapewni podstawowe warunki na tym pułapie amatorskiego ścigania się. Zapał i chęci są duże a forma mimo wieku 37lat ciągle rośnie :)
Dzisiaj wyszedłem na rower z nadzieją że nie rozłożę się bardziej, ponieważ od dwóch dni męczy mnie jakaś infekcja.
Przyszła kolej na Węgrów. Jak dotąd to jedyna edycja w której zaliczam każdy kolejny wyścig pod rząd. Trasa przypominająca czasówki szosowe ;) Dużo twardych i szerokich dróg. Jazda z wiatrem i pod wiatr. Tutaj ważne było aby nie jechać samemu bo można było dużo stracić. Niestety finisz przegrany z kolegą z który długo współpracowałem na trasie. Fajne towarzystwo jest bardzo ważne. Wynik bardzo dobry, chociaż przemknęło mi przez myśl że może tym razem stanę na pudle :) Wyniki przedstawiają się następująco: OPEN: 19/238 MiniM3: 7/81 Generalka w M3: 17 Generalka OPEN: 54
Najważniejszy sukces to awans do pierwszego sektora startowego !!!
To był mój najlepszy start w tym sezonie. W końcu udało się nam przeprowadzić solidną rozgrzewkę, poznać trasę, zwłaszcza pierwsze i końcowe km, co jak potem się okazało bardzo przydały się na finiszu. Dużo zawdzięczam Wieśkowi z drużyny który doradził mi i Maćkowi jak dopasować ciśnienie w kołach. Mezcale trzymały się jak przyklejone na szutrach wokół Kozienic. Od startu jechało mi się znakomicie, cały czas czułem moc w nogach i tam gdzie mogłem stać mnie było na ostre przyciśnięcie. Tym razem unikałem prowadzenia pociągów i tutaj od połowy trasy świetnie dogadywałem się z Krzyśkiem SK BANK TEAM. Wpadając na metę czułem że będzie dobrze ale nie sądziłem że aż tak :) Do zwycięzcy miałem stratę tylko dwóch minut ! OPEN: 19/205 MM3: 5/71
Po powiedzmy sobie szczerze, nieudanym starcie w Długosiodle, jechaliśmy do Międzyrzeca Podlaskiego z nadzieją na poprawę wyniku i humoru. Pogoda był bardzo upalna, brak deszczu w tygodniu zaowocował wjeżdżaniem w dosłownie ciemną ścianę kurzu. Nie widziałem swojego przedniego koła :) Przed wyścigiem zrezygnowałem z dalszego jeżdżenia na oponach Geax AKA, rozmiar 2.0 to stanowczo za wąsko na moją wagę i rodzaj nawierzchni maratonów na Mazowszu. Wróciłem ponownie do Geax Mezcal. Zadbałem o właściwe śniadanie które wyglądało tak jak codziennie, aby wyeliminować niespodzianki żołądkowe. Nadmiar płynów opróżniony, buziak od żony i start. Tempo dość mocne, widziałem jak zaczyna się początek i co może się dziać w tym kurzu więc zostałem lekko z tyłu żeby czasem nie najechać na jakąś kraksę. Wpadając w ścianę kurzu nie widziałem nic. Ledwo przednie koło. Potem było już lepiej jednak pisząc tą relację po tygodniu wiem że brak dobrej rozgrzewki niestety nie jest dobrym posunięciem. Kilka dni wcześniej trenowaliśmy z Maćkiem jazdę po piasku więc szersze opony i trochę lepszej techniki daje efekty. Cały wyścig przebiegał bez przykrych atrakcji. Jechałem z grupką zawodników i tu popełniłem błąd prowadząc pociąg bez zmian z ich strony - kolejna nauczka na przyszłość że czasami trzeb odpuścić bo łatwo można się wypompować i nie starczy sił w kluczowych momentach. Takim momentem były 2km przed metą gdzie już nie miałem siły gonić dwóch zawodników i ostatecznie skończyłem na następujących miejscach: OPEN: 33/187 MM3: 13/67
Wynik w generalce mojej kategorii przesunął mnie na 32 miejsce.
Miłość do dwóch kółek praktycznie od dziecka ( wtedy na początku jeszcze 4 kółka). Rower towarzyszy mi przez całe życie. Głównie startuję w maratonach MTB, jednak cały czas jest to dla mnie narzędzie aby utrzymać zdrowie i zresetować umysł o ciężkim dniu.
"Kolarstwo to jedna z najtrudniejszych dyscyplin sportu. Nawet najgorszy kolarz jest wciąż wybitnym sportowcem."