Dzisiaj tradycyjna pętla 50km. Cały czas irytowało mnie strzelanie w prawym pedale. Jak się później okazało zmniejszyło się po dokręceniu go do korby ale to jeszcze nie to chyba.
Wracając z urlopu wpadłem na pomysł by za rok pokonać trasę 280km rowerem w ciągu jednego dnia. Nie mam pojęcia jak to zaplanować i jak się przygotować ale ważne że jest cel na kolejny rok. Może znajdzie się chętna osoba która również planuje wyruszyć w okolicach lipca 2012 z Łomży do np. Kątów Rybackich ?
Założyłem sobie zrobić w ciągu godziny jak największy dystans. Tym treningiem zakończyłem swój urlop. Jeżdżąc przez Krynicę Morską doszedłem do wniosku że ludziom na 100% wyłącza się rozum i instynkt samozachowawczy. Bo jak można nazwać wchodzenie na jezdnię i zachowywanie się na tej jezdni jak krowa dojna. Po prostu koszmar, trzeba jechać i ciągle przewidywać ruchy ludzi przypominających zombi w swoim zachowaniu ...
Dzisiaj lipny czas bo irytował mnie dziwny trzask z okolic prawego pedała. W końcu ustaliłem że trzask pochodzi przy mocniejszym naciśnięciu i nie wydobywa się z suportu ale właśnie prawy pedał...teraz nie wiem czy można coś z tym zrobić czy trzeba rozglądać się za nowym...?
Moje treningi można bardziej nazwać czasówkami bo nogi wyjątkowo mocno puchły za każdym razem. Dzisiaj pojechałem na zachód aż do przeprawy promowej przez Wisłę. Widoki niesamowite.
W dzień swoich imienin rozpoczęliśmy nasz wspólny rodzinny urlop w miejscowości Kąty Rybackie. Miałem do wyboru dwie trasy albo na wschód albo na zachód. Dalej nie chciało mi się wypuszczać bo wolałem cały ten wolny czas poświęcić swojej rodzinie :) Pierwszy trening ( o ile tak to można nazwać) to była trasa Kąty Rybackie do Krynicy Morskiej. Mimo że to teren nizinny całkiem do płaskich nie można go zaliczyć a za Krynicą Morską do miejscowości Piaski można było zaliczyć kilka fajnych podjazdów. Ps. Oczywiście zapomniałem opaski do pulsometru;)
Dzisiaj miałem dylemat gdzie pojechać. Od jakiegoś czasu próbuję się umówić ze znajomym na wspólny wypad jednak łatwiej mi zrobić pod wiatr 100km samemu niż 50 w czyimś towarzystwie. Więc pierwsze 50km było z wiatrem, tak mnie niosło że zajechałem do Szczuczyna. Z powrotem było już mniej przyjemnie ale sił starczyło średnia najgorsza nie wyszła.
Miłość do dwóch kółek praktycznie od dziecka ( wtedy na początku jeszcze 4 kółka). Rower towarzyszy mi przez całe życie. Głównie startuję w maratonach MTB, jednak cały czas jest to dla mnie narzędzie aby utrzymać zdrowie i zresetować umysł o ciężkim dniu.
"Kolarstwo to jedna z najtrudniejszych dyscyplin sportu. Nawet najgorszy kolarz jest wciąż wybitnym sportowcem."